czwartek, 3 grudnia 2009

moje

Mama odbiera mi zapach pościeli. Jeśli nie może więcej- zamieni mi poszewkę na pierzynie według własnych upodobań. Kiedy wracam- rozkładam tylko sen nad tym. Nie chcę już mieszać w to rąk. Duszę się, miotam jeszcze. W jej wyobrażeniu nie mam swoich oczu, nie mam słów, nie mam planów, świadomości. Odebrała mi swobodę polnych kamieni, przegoniła jaszczurki, które podchodziły do dziecięcego wózka. Wzrosłam w przerażeniu i wstydzie. A wstydziłam się tego, że jestem, tego, że bycie żąda ode mnie jedzenia, myślenia, chcenia...
Przeczytałam połowę proroctw Amosa. Po pierwszej kawie, pierwszych modlitwach, rozmowie z Tobą, Ukochany Mój- wyjdę na dwór. Dziś przymrozek, z kuchennego okna widać szron na kurniku. Kaczki ledwie ocieplają w dziobach pojedyncze trawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz