piątek, 11 grudnia 2009

Znajomość Praw wygładza mi się na twarzy. Puchnie pogwałcenie jak szarpnięta gałąź. Jestem, może mnie nie ma a niebo jak rusztowanie. Zawsze przede mną za mną o mnie bez złudzenia.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Ten kruchy moment, oczekiwanie na kawę. Prószy się we mnie ta chwila, rozpada na strzępki. Wyłapuję je i układam na czole. Może jest mi coś poważniejszego niż myślę? Nie mam siły częściej niż powinnam. Boję się myśleć o migracji ptaków, oporze powietrza, który napotykają.

niedziela, 6 grudnia 2009

Zatapiam w sobie spierzchłe mosty, przekraczam granice przepływając muł bez otwierania nosa. Gardło mam proszkowane w rytm polnych kamieni. Mijają mój głos gdy płynę pod rzeką.

sobota, 5 grudnia 2009

Sobota. Żrący tydzień parzy w zgłębieniach brzucha. Rozpuści się wreszcie niestrawionym brokatem.

piątek, 4 grudnia 2009

Moje dobre prawa, przewlekane przez niebo. Moja drżąca muzyka, posiekana skóra karku. Ten dzień. Jak Twoje ramię na deszczu nie do opowiedzenia.

czwartek, 3 grudnia 2009

moje

Mama odbiera mi zapach pościeli. Jeśli nie może więcej- zamieni mi poszewkę na pierzynie według własnych upodobań. Kiedy wracam- rozkładam tylko sen nad tym. Nie chcę już mieszać w to rąk. Duszę się, miotam jeszcze. W jej wyobrażeniu nie mam swoich oczu, nie mam słów, nie mam planów, świadomości. Odebrała mi swobodę polnych kamieni, przegoniła jaszczurki, które podchodziły do dziecięcego wózka. Wzrosłam w przerażeniu i wstydzie. A wstydziłam się tego, że jestem, tego, że bycie żąda ode mnie jedzenia, myślenia, chcenia...
Przeczytałam połowę proroctw Amosa. Po pierwszej kawie, pierwszych modlitwach, rozmowie z Tobą, Ukochany Mój- wyjdę na dwór. Dziś przymrozek, z kuchennego okna widać szron na kurniku. Kaczki ledwie ocieplają w dziobach pojedyncze trawy.

środa, 2 grudnia 2009

bieg

Całą siłę przechowuję w nogach. Przecinam kierunkowość traw, odbijam na wnętrzu stopy polne kamienie, uderzam w ziemię nierytmicznie. Prostuję drogi krecie. W myśl ciśnień, które wpuszczam swoim biegiem we wnętrze ziemi- otwierają się oczy głuszców. O tej porze dnia odliczam minuty do drugiej kawy. Staram się cytować proroctwa Ozeasza.

proroctwa

To dobry dzień, takiego właśnie spodziewałam się kończąc modlitwę. Stawiam niepewne kroki myśląc o kilku godzinach w głąb dnia.